Nasza klinika

O NAS

Jak długo działamy? Kim jesteśmy? Trochę historii – dowiedz się o nas więcej.





O nas

WITAJ


Witamy na stronie internetowej naszej poradni. Jako prywatna praktyka działamy na rynku od 1992 roku. W obecnym miejscu i kształcie – od marca 2004 roku.

Nasza klinika to oprócz gabinetów z pięcioma fotelami, także pracownia protetyczna- na miejscu wykonujemy modele, aparaty, naprawy, aparaty retencyjne – a także pracownia rtg wyposażona w cyfrowy aparat do zdjęć pantomografcznych oraz kefalometrycznych i punktowych zębów. W poradni działa też sklepik z artykułami do higieny jamy ustnej, w którym można nabyć wszelkie niezbędne dla pacjenta leczącego się ortodontycznie akcesoria ( szczotki interdentalne, irygatory, płyny, pasty itp.).
W 2012 roku obchodziliśmy jubileusz 20 – lecia istnienia prywatnej praktyki. Jej powstanie i działalność wpisuje się w sytuację społeczno-polityczną kraju. Wiele firm, właśnie teraz świętuje taką pełną dojrzałość. Na przestrzeni tych 20 lat zmieniała się lokalizacja i profil przyjmowanych pacjentów, oraz wielkość praktyki. Do roku 2013 była to „babska firma”.  Zatrudnione asystentki i techniczki wychodziły za mąż, urodziły dzieci-czworo. Niezbędne w takich okolicznościach przerwy w zatrudnieniu młodych mam, powodowały, że reszta personelu musiała pracować intensywniej. Obecnie pracują one w niepełnym wymiarze godzin, tak aby pogodzić obowiązki domowe z pracą zawodową.
Pojawiający się w gabinecie mężczyźni byli stażystami. Od 2013 roku pracuje z nami  Pan doktor Adam Angerman.


O nas

TROCHĘ HISTORII


Pozwolę sobie, podzielić się z Państwem na łamach tego komunikatora garścią  wspomnień. Pokazują one dość typową drogę przemian wkomponowaną w sytuację społeczno polityczną naszego kraju w ostatnim dwudziestoleciu-nie pozbawioną oczywiście wątków osobistych.
Skończyłam studia na Wydziale Stomatologicznym Wrocławskiej Akademii Medycznej w 1980 roku. Przez 7 lat pracowałam w Przychodni Rejonowej  oraz w szkolnej poradni stomatologicznej w Gogolinie.  Dojeżdżałam do pracy pociągiem z Przywór,  gdzie  od tego samego roku  zamieszkałam z rodziną.  Praca na etacie, obowiązki  rodzinne  ( w 1981 roku przyszła na świat moja córka), dom , ogród  w czasach kartkowych- wypełniały mi czas i nie widziałam możliwości podjęcia dodatkowej pracy w prywatnym gabinecie. Tym, którzy urodzili się nieco później wyjaśniam, że praca w tzw. uspołecznionej służbie zdrowia była praktycznie obowiązkowa i prywatny gabinet można było mieć ew. dodatkowo. Powoli jednak zaczęłam ulegać delikatnym, acz konsekwentnym naciskom męża, który uważał, że marnuję możliwości uzyskania dodatkowego dochodu i zaczęłam przyjmować pojedynczych pacjentów w domu, w wolnym pokoju, na sprzęcie ,który nie odbiegał od tego, jaki miałam do dyspozycji w przychodni.

Przywory, lata 80-te

Miałam szczęście do współpracowników. Prace protetyczne wykonywała dla mnie bardzo dobra, doświadczona techniczka z Gogolina, pani Basia. Dzięki temu, były na tyle dobre, że ilość pacjentów szybko rosła. Trzeba było pomyśleć o  gabinecie z prawdziwego zdarzenia. Dobudowaliśmy więc do naszego domu 50 m przybudówki, w której zmieściły się dwa gabinety z poczekalnią i toaletą z osobnym wejściem.
Na owe czasy był to naprawdę dobry standard. W międzyczasie zdałam egzamin specjalizacyjny I stopnia, wiosną 1988 roku, a jesienią nasza rodzina powiększyła się o syna. W tych czasach prywatne gabinety wyposażano, albo w złomowany sprzęt z gabinetów państwowych, albo też w używany sprowadzany z zagranicy, najczęściej z Niemiec Zachodnich. Ja tymczasem, gdzieś przeczytałam, że jest w Warszawie firma sprowadzająca maszyny i urządzenia nowe  z  zaprzyjaźnionych krajów bloku wschodniego. Wybrałam się więc do stolicy, znalazłam firmę, złożyłam stosowny plik dokumentów i czekałam. Pieniądze na  oczywiście bardzo drogi  nowy unit zarobiłam …zbierając truskawki i ogórki  w Szwecji. Dwa urlopy spędzone na intensywnej, ciężkiej, ale bardzo dobrze opłaconej pracy,  pozwoliło mi zgromadzić potrzebną kwotę. Kiedy przywieziono skrzynię, a w niej nowiuteńki unit bułgarski na licencji Simensa, byłam zachwycona.

Przywory, rok 1992

Choroba onkologiczna i problemy z barkiem, zmusiły mnie do ograniczenia  ilości, a właściwie sprofilowania rodzaju pacjentów . Zaprzestałam leczenia zachowawczego, ograniczyłam się do ortodoncji. Myślę, że kluczowym momentem w rozwoju  mojej kariery zawodowej, był tygodniowy kurs we Wrocławiu tzw. I stopnia, wprowadzający do pracy aparatami stałymi, prowadzony przez niemieckiego ortodontę  dr. Volfganga Grunnera, oraz dwutygodniowy pobyt w jego praktyce w Karlsrue. Zresztą, będąc wcześniej w Szwecji, odwiedziłam również  gabinet stomatologiczny, ponieważ zawsze byłam ciekawa jak pracują nasi koledzy w krajach wysoko rozwiniętych. Tam zobaczyłam, że jeden lekarz przyjmuje  na dwóch fotelach, jaka jest rola asystentki, jak wygląda i jest zorganizowana poradnia. Natomiast, będąc w Karlsrhue, miałam okazję bardzo dokładnie przyjrzeć się organizacji praktyki ortodontycznej, nie tylko u jednego lekarza, ale i u innych kolegów. Każdy z nich pracował w czterofotelowej praktyce, zatrudniając wiele wykwalifikowanych asystentek. W skład praktyki zawsze wchodzi pracownia rtg, oraz pracownia techniczna. Jest to nie tylko wygodne dla pacjenta, ale i dla lekarza, gdyż zleca on i nadzoruje wykonanie niezbędnych badań  i prac dodatkowych na miejscu, mając do nich dostęp w dowolnym momencie. Ponieważ do mojego gabinetu w Przyworach przyjeżdżało coraz więcej pacjentów z Opola,  postanowiłam otworzyć gabinet prywatny w Opolu. Nadarzyła się ku temu okazja, gdy w firmie B- Krang mój mąż dobudował piętro. Dostałam tam do swojej dyspozycji 68 m kw.

Opole, ul. Budowlanych , rok 1997

Postawiłam dwa unity i wydzieliłam miejsce na  wymarzoną pracownię rtg. Udałam się do odpowiedniego odziału Sanepidu, zajmującego się wydawaniem pozwoleń na uruchomienie pracowni. Kiedy nadzorująca te sprawy Pani magister przedstawiła mi jakie warunki muszę spełnić, rozpłakałam się, choć nie jestem skora do łez. Zdałam sobie bowiem sprawę, że w tym kraju raczej nie przewiduje się lawinowego wzrostu  ilości stomatologicznych  pracowni rentgenowskich, i ta moja fanaberia nie zostanie zrealizowana. Zaznaczam, że w latach 90 – tych na Opolszczyźnie nie było pantomografu do  momentu powstania pracowni przy pl. Kopernika. A i potem, aby zrobić zdjęcie cefalometryczne, bez którego nie zaplanuje leczenia żaden ortodonta, chcący leczyć zgodnie z obowiązującymi standardami, trzeba było jechać do Wrocławia lub Katowic. Nie wiem jak to się stało, ale najwyraźniej moja autentyczna rozpacz z powodu zawiedzionych nadziei skruszyła urzędnicze serce i powoli z wielkim trudem, udało mi się jednak uzyskać zgodę na otwarcie pracowni wyposażonej w aparat  pantomograficzny z pierwszą na Opolszczyźnie przystawką do kefalometrii. Był to rok 1997. Wciąż jednak nie było własnej pracowni  wykonującej modele i aparaty. Kiedy więc przyjęłam do pracy Magdę, która jest dyplomowaną higienistką  stomatologiczną i technikiem dentystycznym zarazem ( i znów ten szczęśliwy traf!), powoli zaczęłyśmy na kawałeczku wygospodarowanej przestrzeni, same wykonywać nasze prace techniczne. Gdy jednak poczekalnia okazała się o wiele za mała, a  31 stycznia  1999 roku w ramach reorganizacji służby zdrowia zwolniono mnie z Przychodni – gdzie stworzyłam poradnię Ortodontyczną, której  też byłam kierownikiem- zaczęłam się rozglądać za własnym lokum, wystarczająco dużym dla moich potrzeb. Okazja nadarzyła się, gdy Miasto  Opole sprzedawało lokal po sklepie spożywczym przy rondzie. Stał on opuszczony i dewastowany od kilku lat. Przejeżdżałam koło niego codziennie i w skrytości ducha marzyłam o tym, aby otworzyć tam gabinet. Początkowa jego cena w przetargach była dla mnie zbyt wysoka. Po  kilku jednak latach, gdy nikt nie chciał go kupić, doszło do negocjacji cenowych. Rzuciłam wówczas na szalę wszystkie mniej lub bardziej dostępne środki i obiekt kupiłam. Teraz już nic nie mogło stanąć na przeszkodzie w powstaniu poradni ortodontycznej takiej, jakie funkcjonowały od wielu dziesięcioleci w krajach  wyżej rozwiniętych.

Opole, ul. Nysy Łużyckiej, rok 2004

Nareszcie w projekcie była pracownia techniczna, rtg w której zmieściła się też radiowizjografia, cztery stanowiska do pracy  z unitami, zaplecze socjalne, pomieszczenie z biblioteką i Internetem, dające możliwość  pracy naukowej, przestronna poczekalnia i pomieszczenia socjalne. W międzyczasie, będąc od kilku lat członkiem Polskiego Towarzystwa Ortodontycznego, założyliśmy Regionalne Koło tego Towarzystwa, którego zostałam Prezesem. W 2003 roku na zlecenie Zarządu Głównego podjęłam się zorganizowania Zjazdu Krajowego Polskiego Towarzysrwa Ortodontycznego w Opolu. W związku z tym, nasza poradnia stała się też siedzibą Koła. Zjazd odbył się we wrześniu 2004 roku i choć był to VIII  Zjazd, to jednak pierwszy taki, który nie był organizowany przez Akademię Medyczną. Wg. ocen  Zarządu i uczestników udał się znakomicie. Nie tylko dlatego, że były ciekawe kursy i wykłady z pierwszym( i jedynym jak do tej pory ) zorganizowanym przy pomocy Internetu szerokopasmowego wykładem na żywo z Uniwersytetu Na Florydzie, ale i dlatego że bardzo podobało się uczestnikom z kraju i zagranicy ( ok. 350 osób), Opole i atmosfera, a także imprezy towarzyszące( koncert Michała Bajora, dyskoteka w Kręgielni i obiad w Śląskiej Karczmie z kołaczem).  To wydarzenie pozwoliło zaistnieć miastu Opole na ortodontycznej mapie Polski. Od tamtego czasu zorganizowaliśmy wiele kursów i szkoleń. Nasze Koło jest najaktywniej działającym. Spotykamy się prawie co miesiąc po to, aby uczyć się od siebie nawzajem, oraz od zaproszonych wykładowców. Mamy możliwość konsultowania trudniejszych przypadków, gdyż każdy z ortodontów pracuje sam w swojej praktyce, a nikt nie jest absolutnie wszechwiedzący. W razie wątpliwości  możliwość skonsultowania przypadku  jest dla  lekarza i pacjenta bardzo korzystna. Razem jeździmy na liczne kursy i szkolenia. Zyskałam też uznanie w ogólnopolskim środowisku ortodontycznym, czego wyrazem było  to , że kilkukrotnie powierzono mi kierownictwo naukowe  kursów ortodontycznych.

Nie tylko ja się ustawicznie dokształcam, ale i personel gabinetu również. Prenumerujemy czasopisma dla asystentek i higienistek. Nasza  podręczna biblioteka  na bieżąco uzupełniana jest w najnowszą literaturę. Dziewczyny uczestniczyły w wyjazdach na szkolenia w Niemczech oraz w kraju. W miarę potrzeb na miejscu organizujemy szkolenia: doskonalące dla techników, pierwszej pomocy czy komputerowe.
Niestety, moje życie i kariera zawodowa to nie tylko same sukcesy. W 2005 roku los zaczął mi pokazywać swoją drugą twarz. Problemy małżeńskie zakończone rozwodem, czego konsekwencją były poważne problemy zdrowotne, trwały do  mniej więcej  końca roku 2009. Te 5 lat kiedy cierpienie psychiczne przeplatało się z fizycznym, nie mogło nie odbić się na pracy zawodowej. Rok 2008 i 2009 to min. kilkunastokrotne pobyty w szpitalu. Operacje, powikłania, praca na środkach przeciwbólowych, po nieprzespanych nocach. Musiało to rzutować na wzajemną relację lekarz- pacjent niekorzystnie. Zdaję sobie z tego sprawę i bardzo nad tym boleję, głównie z tego powodu, że  w rzeczywistości mój zawód jest moją pasją, a jako osoba pracowita i ambitna staram się robić wszystko cokolwiek mi zrobić przyjdzie, najlepiej jak potrafię. Brak uśmiechu na twarzy i czasem może wystarczającego  zrozumienia  dla potrzeby idealnego ustawienia zęba w sytuacji,  gdy ja akurat walczyłam  o życie i borykałam się z daleko większymi problemami,  mógł   być bardzo źle przez pacjentów odebrany. Rozumiem to i myślę, że to już poza mną. Pomimo tak trudnej sytuacji życiowej, wciąż udawało mi się podnosić standard gabinetu. W 2008 roku Oddaliśmy do Muzeum Lamp Rentgenowskich nasz  analogowy aparat  rtg, zastępując go nowym, cyfrowym, dodatkowo  informatyzując gabinet tak, aby przy każdym unicie można było zobaczyć zdjęcia pacjenta, pokazać mu je, jeśli jest taka potrzeba, z cyfrową bazą i dokumentacją. W ten sposób, o kilka lat wyprzedziliśmy wymóg prowadzenia dokumentacji cyfrowej, który już niedługo zacznie obowiązywać. Opracowałam też wzór kartoteki, którą sami drukujemy wraz ze wszystkimi innymi potrzebnymi drukami.  Ten z kolei pomysł, podpatrzyłam u innego kolegi ortodonty dr Seecholzera.
Nasza strona internetowa działa już od wielu lat. Jej celem nie jest reklamowanie gabinetu. Nie znajdziecie na niej Państwo haseł typu : „Tylko u nas bezboleśnie, najtaniej, najlepiej”. Strona jest przede wszystkim informacją: że jesteśmy, gdzie, jak się umówić  a  przede wszystkim starałam się przy pomocy zawartych w zakładce pt. ”Porady ortodontyczne” informacji, dotrzeć do jak największej liczby  osób. To, czego nie jestem w stanie tak szeroko omówić z każdym pacjentem, starałam się napisać tak, aby w spokoju każdy zainteresowany mógł się zapoznać z zawartymi tam treściami. Ponieważ wiele się w ortodoncji dzieje, Państwo czytacie na forach internetowych o np. pewnych rodzajach zamków, czy metodach leczenia i czasem pytacie o nie, dlatego uznałam że będziemy dodatkowo wydawać (skoro mamy potrzebny sprzęt) biuletyn z nowościami, oraz informacjami, na które chcemy zwrócić Państwa uwagę. Można go przeczytać, jeśli co czasem się zdarza, trzeba nieco poczekać na przyjęcie w poczekalni. Ci z Państwa, którzy bywali u nas przed wrześniem 2011 roku, zauważyli  zmiany. Gabinet został gruntownie wyremontowany, nieco przebudowany zgodnie ze zmieniającymi się potrzebami.

remont, rok 2011

Zakupione zostały, w miejsce kilku a nawet kilkunastoletnich unitów, nowe unity amerykańskiej firmy Midmark.  Wybieraliśmy je,  kierując się jakością, niezawodnością ( są pneumatyczne co czyni je mniej awaryjnymi-podobno), ale przede wszystkim komfortem dla pacjenta. Mam nadzieję, że się Państwu nowa aranżacja gabinetów podoba. Chciałabym również, aby w sytuacji, gdy choć przez chwile musicie usiąść i poczekać, nie była to strata czasu. Do dyspozycji są czasopisma, biuletyn a na ścianach – w zamierzeniu zmieniające się cyklicznie – dzieła sztuki.

Jednym z celów przeprowadzonej modernizacji, było również stworzenie warunków bardziej intymnych dla pacjentów. Istnieje bowiem pewna dość znaczna różnica w profilu przyjmowanych pacjentów pomiędzy praktykami niemieckimi, na których się wzorowałam, a naszą. Otóż, tam leczone są głównie dzieci i tak było gdy ja zaczynałam. Jednak 50  lat braku możliwości leczenia ortodontycznego na odpowiednim poziomie  skutkuje tym, że obecnie większość pacjentów to pacjenci dorośli. Gdy tymczasem ustawienie unitów obok siebie( nawet 6 i więcej) dobre było gdy pacjentami były dzieci. Dbając o większy komfort, zadbać musimy również o więcej intymności. Choć w pewnym stopniu świadomość, że takie same problemy mają i inni, może być dla niektórych pacjentów  korzystna.
W ostatnim czasie, nasz gabinet został wpisany na listę Ministra Zdrowia,  uzyskując akredytację na prowadzenie specjalizacji II stopnia z ortodoncji. Aby to uzyskać, musiał spełniać szereg warunków. Miejsce szkoleniowe w naszej placówce zostało przyznane pani dr Karolinie Nestorowicz – Obrzut z Gorzowa Wielkopolskiego, która uzyskała największą liczbę punktów na egzaminie końcowym, ze wszystkich starających się o to  miejsce w Polsce. Kilka miesięcy temu otrzymałam powołanie na członka  Krajowej Komisji egzaminacyjnej  na II stopień specjalizacji z ortodoncji. Jest to kolejny dowód uznania dla mojej pracy i doświadczenia w zawodzie.
W zasadzie w najbliższych latach  nie planuję żadnych zmian. Za kilka miesięcy mam nadzieję, dołączy do nas mój syn, który jest na ostatnim roku Wydziału Stomatologicznego  Akademii Medycznej we Wrocławiu. Wówczas będę mogła nieco więcej odpoczywać, choć z pewnością  doświadczenie i wiedza, którą zdobyłam przez te wszystkie lata przyda się  młodemu, chętnemu do racy człowiekowi. To on w głównej mierze doradzał  mi w wyborze sprzętu, na którym będzie już w  niedalekiej przyszłości pracował.

Akwarium w naszej poczekalni


Copyright by Ortodoncja 2017. Wykonanie VISION